— Dobrze. Kocham cię.
Mówiła to wszystko powoli, spokojnie i tak strasznie obojętnie, że mnie aż mróz przeszedł.
Piotr zerwał się na równe nogi:
— Kobieto! nie drażnij mnie! — syknął.
— Dobrze. Nie będę cię drażniła.
Piotr chwycił ją obiema rękami za ramiona, twarz miał ściągniętą od bezsilnej wściekłości. Mimo woli wyciągnąłem rewolwer; tętno biło mi gwałtownie, ale czułem, że mi ręka nie zadrży.
— Czy mnie chcesz bić, Piotrze? — zapytała Marta znowu takim głosem, jakby mówiła: „Czy chcesz się napić wody?”.
— Tak, będę cię bił, tłukł, mordował, aż... aż...
— Dobrze, bij mię83, Piotrze...
On jęknął i zatoczył się jak pijany.