Ale Tomowi brat się nie narodził, przyszła natomiast na świat trzecia dziewczynka, którąśmy nazwali Adą.

Marta bez radości i wzruszenia powitała narodziny tego dziecięcia.

— Tom — mówiła w kilkadziesiąt godzin później, gdyśmy na jej życzenie chłopca przyprowadzili do łóżka. — Tom, nie będziesz już miał brata. Ale masz za to trzy siostrzyczki. Muszą ci wystarczyć — za żony, za towarzyszy, za służące...

Tom nie pytał już, jak przy narodzeniu pierwszych dziewczątek, co będzie z siostrzyczkami robił, lecz obejrzał się tylko na Lilę i Różę, trzymające się w kącie za ręce i wpatrzone w malca, jak zwykle, oczyma pełnymi miłości i podziwu, dotknął palcem z lekka maleńkiej, wrzeszczącej wniebogłosy nowo narodzonej istotki i rzekł kiwając poważnie głową:

— Wystarczą, mamo, wystarczą...

— Tom — ozwałem się wtedy, dotknięty niemile słowami Marty i zachowaniem się dziecka — musisz być dla nich dobry.

— A po co? — zapytał naiwnie.

— Aby cię kochały — odpowiedziałem.

— One i tak mnie kochają...

— Tak, my Toma bardzo kochamy — odezwały się dziewczątka prawie jednocześnie.