Elem zaprzeczył żywym ruchem głowy.

— Nie. Nigdy. To ból podobno straszliwy. Kurcz mięśnie wykręca i łamie kości... Ale...

— Co?

— Był czas, że — pokonani — musieliśmy jako haracz...

Marek się rzucił na posłaniu.

— Kobiety im swoje oddawać!?

— Tak. Dziesięć co rok. Oni morców potrzebują: nam nienawistni — im służą jak psy wierne... A szernowie sami nie lubią pracować...

Marek zakrył znów oczy. Dreszcz wstrząsał jego ciałem mimo ciepła, które z rozpalonego ogniska po izbie się rozchodziło.

— I te kobiety... na zawsze już u szernów zostawały? — spytał, nie patrząc na mnicha.

— Nie. Szernowie je zabijali albo odsyłali, gdy się już zestarzały...