Mlasnął głośno, uderzając językiem o dziób rogowy.

— Ihezal jej na imię...! — wyrwał się jeden z morców, młody, zaledwie dorastający chłopak.

— Milcz, psie.

Może by po niej mądrzejsze morce były niż wy...

Jak tylko przyjdzie poselstwo...

Ale poselstwo nie przychodziło. Minęła cała długa noc i dopiero około świtania dwóch szernów postawionych na czatach, a osobiste towarzystwo Awija stanowiących — doniosło, że w szarym brzasku widać żagle zbliżających się sań na morzu...

W namiestnika wstąpiła nagła energia. Zerwał się i zatrzepotał ciężkimi skrzydłami, wydając zgrzytliwe dźwięki, które oznaczały to, co ludzie śmiechem nazywają.

— Za kilka godzin będzie tu morze płomieni!

Potem zasępił się na chwilę.

— Szkoda, że noc już minęła, trzeba było w nocy...