„Teraz go ujrzę!” — myślała widząc, że Malahuda usuwa się nieco na bok, i zawarła znów szczelnie powieki.
Jakieś wewnętrzne znużenie ogarnęło ją: odwróciła twarz w głąb świątyni i poczęła patrzeć bezmyślnie na złoty znak Przyjścia na przodzie kazalnicy.
Zdawało jej się, że jest jeszcze to, co było...
...Oto arcykapłan Malahuda stoi na kazalnicy i prawi, a ona — dzieweczka nieletnia, w barwnym tłumie ludu ukryta, słucha tej przedziwnej powieści czy bajki...
„Z dalekiej gwiazdy, świecącej nad pustyniami, przyszli ludzie onego czasu...
I stamtąd przyjdzie, gdy czas się dopełni, Zwycięzca jasny i promienny...
Dzień nastanie wtedy na Księżycu wieczny i szczęście...”
Słońce wpada do świątyni przez kolorowe szyby i drży na ciemnych, malowanych ścianach, drży na głowach zasłuchanego ludu — złote jak ta bajka wyśniona:
„Z dalekiej gwiazdy, świecącej nad pustyniami...”
A jak On będzie wyglądał? Czy oczy jego będą błękitne? czy włos będzie złoty i długi? A gdy usta otworzy, młode i purpurowe, jaki głos z nich wypadnie? co za wezwanie? jakie błogosławieństwo?