Naraz uczuła, że ktoś ją obejmuje ramieniem.

— To moja narzeczona — rzekł Jeret, podtrzymując słaniającą się.

Żachnęła się i wyrwała z jego objęć z nagle odzyskaną mocą.

— Nieprawda! — krzyknęła — nieprawda!

I złożywszy na piersi ręce, wołała szybko, jakby z najcięższego jakiegoś zarzutu chcąc się oczyścić:

— Ty nie słuchaj tego, panie, bo to nieprawda! Może... niegdyś... istotnie... ale teraz...

Zamilkła nagle.

— Teraz? — zapytał Marek, zdumiony tą całą sceną.

— Teraz — dokończyła, drżący głos mimowolnie zniżając — teraz ty jeden panem moim jesteś, Zwycięzco, z dalekiej gwiazdy przybyły, którego imię niech będzie błogosławione po wszystkie wieki wieków!

Mówiąc to, osunęła się na kolana i przypadła czołem do jego stóp, zsypując na nie pochyleniem głowy płynne i jaśniejące złoto swych włosów.