Zwycięzca spojrzał na niego pytająco.

— Panie — rzekł młodzian — ona miała być moją żoną...

— A chciałeś jej śmierci!

— Nie. Nie chciałem ja. Tylko takie jest prawo.

— Było.

— Tym lepiej dla niej, że: było. Jednak i dziś żaden człowiek nie weźmie kobiety skażonej dotknięciem szerna.

Nie wierzysz, że jest czysta?

— Chcę wierzyć i wierzę, kiedy ty to mówisz, Zwycięzco, z gwiazd ku radości oczu naszych zesłany! Ale jeśli tak, prośbę mam do ciebie, ja, który psem twoim jestem i służyć ci będę, jako zechcesz. Nie odbieraj ty mi jej, panie! Ja ją kocham.

Marek zaśmiał się swobodnym, ziemskim swoim śmiechem.

— Nawet dzieckiem będąc, nie bawiłem się lalkami! Cóż bym ja z nią robił?