Nie odpowiadał. Przez chwilę zdawało mu się, że znowu zapada w sen, dziwnie słodki i rozkoszny...

Zerwał się nagle.

— Spałem...?

— Tak, panie. Spałeś dwadzieścia godzin z górą.

Spojrzał na słońce. Stało w tym samym miejscu, jak w chwili, kiedy sen go zmorzył.

„Ach, prawda! — pomyślał — jestem na Księżycu...”

Zwrócił z wolna oczy na dziewczynę.

Spuściła głowę.

— Czuwałam nad tobą prawie przez cały czas, kiedy spałeś, Zwycięzco.

— Jak weszłaś tutaj? — zapytał — drzwi zamknąłem za sobą...