Elem ze starszymi z ludu poruszył się także. Widząc wychodzącą dziewczynę, zapłonął gniewem.
— Jak śmiesz włóczyć się tędy — krzyknął — gdy my na Zwycięzcę czekamy?
Ihezal nie odezwała się ani słowa; wolnym i pewnym krokiem szła ku wyniosłemu miejscu po prawej stronie schodów, skąd zazwyczaj dziedziczni arcykapłani wolę swą ogłaszali ludowi.
Elem chwycił ją za odzież.
— Dokąd idziesz? Bacz lepiej, abyś się z arcykapłańskiego gmachu co rychlej wyniosła, gdyż czas już mnie się tam wprowadzić...
Nie odpowiedziała i teraz. Uwolniwszy się jeno stanowczym ruchem od zakonnika, wstąpiła na mównicę i wzniosła ponad głowę rękę z pierścieniem.
— Ludu! — zawołała donośnym głosem — Zwycięzca przysyła wam przeze mnie pokój i pozdrowienie!
— Ściągnijcież tę szaloną! — krzyknął Elem — nie pozwólcie mówić z arcykapłańskiego stolca obwinionej o stosunek z szernem Awijem!
Na dźwięk nienawistnego imienia lud się poruszył: dały się słyszeć pomruki i groźne okrzyki.
Jeret poskoczył ku mównicy: