Ihezal, biegnąc wybrzeżem, minęła już ostatnie domy osady. Wszystkie drzwi były na głucho zamknięte, okna pozasłaniane. Młodzież poprzedniego wieczora pociągnęła ze Zwycięzcą na wyprawę — ci, którzy pozostali, pokryli się w mrocznych izbach przed południowym upałem, straszniejszym, zda się, dziś niż zazwyczaj.

Dziewczyna przystanęła w cieniu cypla skalnego, biegiem i gorącem zmożona. Oczy ćmiły jej się od nadmiernego blasku i morze wydawało się w nich chwilami plamą czarną, na bezmiar kędyś rozlaną. Zwidywały jej się wtedy na mgnienie oka w blasku czerwonych pochodni mknące po lodzie niezliczone sanie z rozwiniętymi na nocny wiatr żaglami, słyszała ostry świst płoz okutych i krzyk gromki, jak wicher odlatujący.

Rzuciła okiem mimo woli, czy nie dostrzeże jeszcze tych niknących w dali ogników, które wyglądały jak garść gwiazd z rozmachem po śliskiej tafli lodu puszczonych, ale w otwarte źrenice blask ją znowu słoneczny uderzył i rozpływająca się w nim, zaledwie nad widnokrąg sięgła237 błyskawica. Spojrzała szybko w stronę czających się chmur: burza nadchodziła, nieuchronna, ale tak leniwa, że ledwo było znać krok jej opieszały po bladym błękicie nieba.

— Zdążę jeszcze — szepnęła prawie głośno, a upewniwszy się, że jej nikt nie śledzi, zbiegła żywo ku zastygłej pośród skał zatoce. Pewnymi rękoma odwiązała małą, pod głazem ukrytą łódkę i wskoczywszy w nią, skierowała się na pełne morze, w stronę widnej z dala Wyspy Cmentarnej. Wiosła wygięły się w jej drobnych dłoniach i łódź szła, ryjąc jak ostrze diamentu ciemną stal wody... W smudze zaiskrzyło się słońce migotliwymi perłami.

Na kilka staj238 od brzegu Ihezal opuściła wiosła. Brakowało jej sił w obezwładniającym upale, lekkie szaty dusiły jej ciało. Rozdziała się tedy szybko do naga, aby swobodniej wiosłować, ale zaledwie słońce dotknęło się jej białej skóry, nagła, rozkoszna omdlałość przeniknęła niemocą wszystkie jej członki. Rzuciła się na dno łódki, przymykając oczy.

Przez zwarte powieki czerwony, własną jej krwią malowany blask bił w jej źrenice — na piersiach i biodrach czuła błądzące słońce ogniste, jakby usta jakieś mocarne, niesyte, pocałunkami ją pochłaniające... Jasna, zwycięska postać w pamięci jej zamajaczyła i dreszcz niemal lodowaty przebiegł jej ciało, żarem słońca objęte...

Zbudził ją silniejszy grzmot, odzywający się w dali. Zerwała się nagle: powierzchnię morza marszczył już pierwszy, nisko lecący wiatr. Chwyciła znów wiosła i zaczęła pracować pośpiesznie, z wysiłkiem, mając teraz do przezwyciężenia zrywający się co chwila powiew przeciwny i falę, która szła równa, obła i łódkę w takt kołysała, rozpryskując się w biały grzebień o dziób jej ostry.

Wicher się już zrywał niecierpliwy, skrzydłami lotnymi niespokojnie w wodę bijący, kiedy Ihezal złotowłosa, upadając ze znużenia, przybiła wreszcie do ukrytej pod drzewami maleńkiej przystani w niskim brzegu Wyspy Cmentarnej. Zaledwie miała czas dziób łodzi do pniaka przytroczyć i szaty z niej porwać zrzucone, gdy burza zwaliła się całym brzemieniem na spienioną pod zaciemnionym niebem wodę. Wicher pełną garścią chwycił złote włosy dziewczęcia i targnął nimi, na blask je błyskawic rzucając, szarpnął jej odzież z ręku i wirem szalonym około białego jej ciała się owinął. Skoczyła pod kamień jakiś płaski, pochyło spod zielonego trawnika sterczący, i walcząc z wiatrem, ubierać się jęła pospiesznie. Pierwsze, ciepłe krople deszczu padły jej jeszcze na barki nieokryte.

Biegła w ulewie, na oślep, przewijając się znajomym bezdrożem między kępkami drzew, nagle w blaskach błyskawic wstające przed nią w pomrocznej cigęzi239 — przeskakiwała głazy w trawie ukryte i zsuwała się po oślizgłych wodą zboczach pagórków. Około kopców, kędy wedle podania leżą zwłoki pierwszych ludzi na Księżyc przybyłych, zawróciła znowu w stronę brzegu morskiego i wbiegła na szczyt niskiego wzgórza, między głazy spiętrzone.

Pod jednym z nich otwierało się wejście do obszernej pieczary. Ihezal weszła w nią i tutaj przystanęła dopiero, chwytając oddech kurczowo wznoszącą się piersią. Woda ściekała jej z włosów i lekkiego odzienia, oklejonego wprost na smukłych jej członkach.