— Jakże ci się mój plan podoba? — zagadnął niby mimochodem, nie chcąc się zdradzić tonem, że mu zależy na zdaniu dziwaka.

Mataret, wbrew zwyczajowi, przestał się uśmiechać. Wzniósł tylko brwi i ruszył nieznacznie ramionami:

— Wóz jest podobno strzeżony — rzekł.

— Straż jest nieliczna, możemy nią łatwo zawładnąć...

— Tak...

Wsparł dłonie na kolanach i milczał przez pewien czas w myślach zatopiony. Naraz wzniósł głowę:

— Roda, kiedy wyruszamy do Kraju Biegunowego?

— Chcesz mi i ty towarzyszyć?

— Naturalnie. To będzie ciekawe...

— Wolałbym pozostawić cię tutaj na czele Bractwa Prawdy... Bo przecież wszyscy odejść nie możemy. To wzbudziłoby podejrzenia.