Roda stał już przy nich.

— Co to jest? co to jest? — wołał.

Mataret patetycznym ruchem ręki wskazał trzęsącą się jeszcze ze strachu kobietę.

— Mam zaszczyt, mistrzu, przedstawić ci straż wozu Zwycięzcy! — rzekł.

Ale Roda się nie śmiał. Wściekłość jakaś się w nim zbudziła: czuł tylko, że go „znowu oszukano”, nie zdając sobie sprawy, że się cieszyć raczej powinien z tego zawodu, iż spotyka tutaj zamiast zbrojnej straży jedną tylko wylęknioną kobietę.

— Kto ty jesteś? — krzyknął zwracając się do niej.

— Nechem, panie...

— Na licha mi twoje imię! Ale co robisz tutaj?

— Pilnuję wozu...

Odpowiedział jej chóralny wybuch śmiechu.