Morcy jęli znowu wyć i szczekać, gestykulując przy tym żywo, a gdy po pewnym czasie szern im coś odbłysnął, zwrócili się do Zwycięzcy z wyrazem zakłopotania w tępych twarzach.
— Powiada, że gdyby mu było na życiu zależało, byłby uciekł razem z innymi... Chciał tylko zobaczyć...
Morzec urwał.
— Zwycięzcę! — podpowiedział Nuzar szybko.
— Czy tak rzekł? Istotnie?
— Powiedział inaczej, ale nie śmiem...
— Mów!
— Grubego i głupiego psa chciał zobaczyć — dokończył morzec z kłopotliwym uśmiechem.
Wszelkie dalsze usiłowania wydobycia z szerna czegoś ponadto spełzły na niczym. Zdawał się być tak obojętnym na to, co go czeka i co z nim zrobią, że ani groźbą, ani obietnicą nagrody nie można go było zmusić do dawania odpowiedzi. Raz tylko, gdy Zwycięzca zapytał o treść ksiąg kamiennych, będących w jego przechowaniu, uśmiechnął się wyniośle i odparł:
— Idź a przeczytaj — po czym zapadł w niewzruszone już milczenie, cieniem na jego czole się objawiające.