— Tak, darować im życie, jeżeli...
— Co?
— Zechcą ustąpić.
— Cha, cha, cha!
Twarz Elema sposępniała.
— Inaczej zginiesz ty, nim oni murów miasta dosięgną.
— Czego chcecie ode mnie?
— Ostrzeż ich, napisz, powstrzymaj... Jesteś tu naszym zakładnikiem. Wyślemy posła...
— Kto z was pójdzie z moim poselstwem?
Zrobiła się cisza. Nikt nie dawał odpowiedzi i nikt nawet myślą nie szukał śmiałka, który by się odważył posłować, wiedząc, że idzie na pewną śmierć i na męki. Awij to zrozumiał.