A szern zaczął mówić:
— Panami są szernowie, zła ani dobra nieznający, panami są w więzach nawet, w ranach i pokonaniu.
Służyć im musi każdy twór, który przyszedł na Księżyc, a choćby się wyłamywał spod władzy ich — upadnie.
Panami byli od początku, kiedy Ziemia-służebnica nocom ich świeciła, i będą panami do skończenia czasów, kiedy Wielka Pustynia wypije morze i Księżyc cały pochłonie...
Ihezal bezdźwięcznie poruszyła wargami.
— Pójdź bliżej — rzekł znowu szern po chwili, nie spuszczając z niej wzroku.
Zachwiała się, ale posłuszna postąpiła kilka kroków.
— Bliżej.
Postąpiła jeszcze — już tylko pół kroku ją od niego dzieliło.
— Litości...