Ale po rzuconym na ląd pomoście wyszedł tylko Sewin, zausznik arcykapłana Elema, i za nim kilku ze starszyzny miasta. Marek niespokojnym okiem rzucił na inne statki: pełne były ludzi obcych, przeważnie bez znaczenia, i kobiet z pospólstwa, witających go przeraźliwym krzykiem i wianiem zielonych gałęzi.
— Zwycięzco... — zaczynał Sewin zginając się tak, że prawie czołem goleni jego dotykał.
— Gdzie Elem? — przerwał mu twardo Marek.
— Jego Wysokość arcykapłan rządzący przybyć nie mógł...
— Dlaczego? Winien tu być. Sługą jest moim.
— Jego Wysokość zajęta sprawami...
Marek odepchnął mnicha szybkim ruchem ręki i nie słuchając dalej, skoczył do łodzi.
— Żagiel w górę! na morze! — krzyknął rozkazująco do sternika.
Sternik obejrzał się na Sewina, który pozostał był na brzegu.
— Na morze! mówię! — powtórzył Marek.