Rozmawiali tak przyciszonymi głosami w zapadającym zmroku, kiedy nagle dały się znowu słyszeć u drzwi pukania i przerażone głosy, wzywające Zwycięzcy. Marek powstał niechętnie, aby otworzyć.
Na progu stali z zalękłymi twarzami posłowie, niedawno do Kraju Biegunowego wysłani.
— Panie, wozu nie ma!
Marek w pierwszej chwili nie zrozumiał tej wieści straszliwej.
— Co? co?!
— Nie ma wozu twojego, panie! — odrzekli.
Wiadomość ta już się snadź pierwej między ludem rozeszła, niepokój bowiem i zamieszanie panowały w całym mieście. Grupy tworzyły się na placach i ulicach; rozprawiano głośno i ze zdziwieniem o zniknięciu wozu Zwycięzcy.
Marek stał, jakby gromem zmiażdżony, niezdolny słowa przemówić.
Część czwarta
Trzy są na Księżycu relacje o śmierci człowieka zwanego niegdyś Zwycięzcą, który przybył nie wiadomo skąd, za czasów arcykapłana Malahudy, a za rządów następcy jego Elema publicznie był stracony. Pierwsza z tych relacji — i zdaje się najstarsza, pochodzi z czasów, kiedy rządził Sewin, który, kazawszy udusić poprzednika swego Elema, objął był po nim stolec343 arcykapłański. Wówczas pamięć Zwycięzcy nie była jeszcze święta, ponieważ Sewin dopiero pod koniec dni panowania nakazał go czcić jako proroka i męczennika.