— Jakie siły stawia pan w tej walce naprzeciw siebie? — spytał Jacek, oczy nań podnosząc. — Z jednej strony społeczeństwo całe, zorganizowane doskonale, zadowolone z tego, co jest, i gotowe przeto bronić istniejącego stanu wszelkimi siłami, a z drugiej?
— My.
— To znaczy?
— Twórcy, myśliciele, wiedzący: żywi.
— Dramat pan układa.
— Nie. Chcę życia. Życie tworzę. Można poruszyć pracowników istotnych, masę olbrzymią, świat z dołu na atłasowych barkach trzymającą: niechaj nim zatrzęsą! Będą woleli służyć najwyższym niż tej gawiedzi urzędniczej, tym emerytowanym, bezmyślnym próżniakom i darmozjadom.
— Złudzenia.
— A zresztą...
— Co?
— Wy sami jesteście potęgą. U was jest wiedza, u was jest moc!