Czekał z zapartym oddechem.
— Rouge gagne, couleur perd460.
Łacheć właśnie z pola czerwonego przesunął stawkę swoją na couleur. Przegrał wszystko.
Jakoś go to nie dotknęło. Aż się sam zdziwił. Poczuł tylko straszną zawziętość.
„Dobrze mi tak — pomyślał. — Trzeba było zostawić. Teraz się poprawię”.
Co tylko mógł w rozwartą dłoń zaczerpnąć, nabrał z pozostałej reszty w kieszeni i postawił na rouge.
Karty ze znanym mu drażniącym szelestem poczęły z ręki krupiera padać na skórzaną podkładkę. Łachciowi sekundy wydawały się niezmiernie długimi. Niby obojętnie podniósł oczy i zaczął się przyglądać graczom około stołu. Zajął go najpierw za krzesłami stojący brodaty Żyd, który chociaż sam nic nie postawił, patrzył w najwyższym podrażnieniu za grą w rękach krupiera, kręcąc głową nerwowo i mlaskając językiem po wyschniętym snadź461 podniebieniu.
— Rouge perd, couleur gagne462.
„Aha — pomyślał Łacheć, patrząc, jak pieniądze jego przegrane do kasy zgarniają — trzeba było tamtym razem wedle postanowienia na rouge463 zostawić, a teraz dopiero przesunąć na couleur464”.
Niesłychana jasność tego zdania uderzyła go.