— Rzekłem, że moc wiedzy naszej jest wszystka, już podarowana, w rękach tłumu, i my nie mamy nic, kromia480 prawd najwyższych niedających się już przekuć na złoto ani żelazo...
Zaległo krótkie milczenie. Robert Tedwen skinął z wolna głową kilkakrotnie, szepcąc więcej może do siebie niż do słuchającego go ucznia:
— Kromia prawd najwyższych... Tak, tak! Jeno że już nie wiemy, co ten wyraz „prawda” oznacza, tak dalece niczym jest wszystko, co tym mianem zwiemy...
Wzniósł głowę szybko i popatrzył na Jacka.
— Daruj, do myśli swoich wracam mimowiednie, ale to jest zajmujące, coś ty mi powiedział.
Jacek milczał. Starzec przyjrzał mu się uważniej.
— Nad czym dumasz?
— Skłamałem w rozmowie z Grabcem.
— A!
— My mamy moc... Ja mam moc — poprawił się.