— Jak najgorzej — zgrzytnął Łacheć.

Pan Benedykt uczuł ochotę powiedzenia siostrzeńcowi czegoś przyjemnego.

— Podobała mi się muzyka twoja dla pani Azy napisana.

Łacheć podskoczył na krześle.

— Podobno zarobiłeś mnóstwo pieniędzy?

— Przegrałem wszystko.

— O!

Wzniósł brwi wysoko i patrzył przez chwilę na kuzyna, kiwając głową smutno i z wyrzutem. A potem rzekł niespodziewanie:

— Żenię się.

— Czy wuj osza...!