— Pani musi za wszelką cenę wydostać tajemnicę Jacka. Jest nam nieodzownie potrzebna.
Mówiąc to, Grabiec usunął jakby mimo woli rękę, którą właśnie dłoń Azy dotknęła. Śpiewaczka zauważyła ten ruch i cofnęła się wstecz. Brwi zbiegły się nad jej oczyma. Uraził ją suchy, rozkazujący niemal ton jego słów.
— A jeśli nie zechcę mieszać się w to wszystko? — rzuciła wyzywająco.
Grabiec wzruszył ramionami.
— To trudno. Znajdę inny sposób i wynalazek ów mieć będę. Pani zaś dalej będzie śpiewała...
Urwał i począł się oglądać za kapeluszem i rękawiczkami. Znalazłszy je, skłonił się szybko przed milczącą kobietą.
— Żegnam panią...
— Nie! Zostań pan jeszcze!
Nagłym ruchem przystąpiła doń z roziskrzonymi oczyma.
— Panie! Grajmy w otwarte karty. Co mi pan daje za... ową... tajemnicę?