— Patrz, patrz! tam jest Travancore — zawołał chory.

— Tam jest Travancore — powtórzyła Marta jak echo.

— Tam byliśmy szczęśliwi...

— Tak, szczęśliwi...

Chory zaczął się znowu niepokoić.

— Marta! czy ja tam pójdę po śmierci?... Bo widzisz, nie chcę... błąkać się tutaj... po tej pustyni... w tym mieście umarłych... Marta, czy ja tam pójdę?...

Marta milczała, schyliwszy głowę, a Tomasz począł znów nalegać...

— Marta! czy ja tam pójdę... po śmierci?... na Ziemię?

Kurcz bólu wykrzywił twarz dziewczyny, ale się przemogła i odpowiedziała cicho, głosem pełnym łez...

— Pójdziesz na chwilę, na dzień ciszy... Potem powrócisz do mnie.