Aza nagłym przestrachem tknięta odsunęła się od niego.

— Serato, Serato... — wykrztusiła ze ściśniętego kurczem gardła.

Na jego twarzy, smagłej jak zawsze, nie było znać ani śladu rumieńca; krew w żyłach nie zatętniła mu żywiej.

— Czego pani żąda?

— Jak to...? Ty pytasz! Ciebie chcę, ciebie! Czyżeś ty nie czuł moich pocałunków?

Wzruszył nieznacznie ramionami.

— Czułem.

— I... i...?

Spojrzał jej teraz wprost w twarz wzrokiem jasnym, spokojnym.

— I dziwię się, że to ludziom sprawia przyjemność...