Zrobiło się zamieszanie. W zdumieniu niesłychanym skoczono mu na ratunek, ale on ruchem ręki wszystkich oddalał, poglądając jeno z gasnącym uśmiechem w twarz złotowłosej dziewczyny... Dopiero kiedy Ihezal, ciekawością wstręt na widok konania przemógłszy, głowę pochyliła nad rannym, on, charcząc gardłem przebitym, szepnął z trudnością:

— Musiałem umrzeć, bom słowa twoje zrozumiał i zostawszy przy życiu, byłbym spełnił, czego żądałaś!

Więcej mówić nie zdołał. — Ihezal także już nie pytała. Odwróciła się z odrazą od konającego i wzruszając z lekka ramionami, odeszła w głąb z wyrazem niesmaku i politowania na ustach purpurowych.

Słowa jej własne i śmierć ta, która bezpośrednio po nich nastąpiła, wydały jej się czymś wstrętnym; miała teraz wrażenie, że nie ona sama, lecz duch jakiś zły z niej przemawiał, i oczy naszły jej łzami, a serce wezbrało nagle nieposkromioną miłością ku temu oddalonemu i jasnemu bogu... Garście pełne chłodnych, różowych pereł przycisnęła do łona i do lic rozpalonych, szepcąc w uniesieniu:

— Nie, nie, nie! Niechaj twe serce mocarne bije i grzmi, niech ja ginę raczej w próżnej tęsknocie! Pierwsza bym mordercę twego na męki srogie wydała, o ukochany!... i dobrze się stało, iż ten chłopak karę wymierzył sobie natychmiast, ośmieliwszy się pomyśleć to, com ja powiedziała!...

Jednocześnie zamajaczył jej jednak w oczach cień uwięzionego Awija: cztery oczy jego krwawe i skrzydła czarne, na gładzonej ścianie poniżej złotego Znaku Przyjścia szeroko rozpostarte. Uczuła nieprzemożoną bezwiedną żądzę spojrzenia w te oczy straszne i urokliwe, aby zobaczyć w nich pognębienie na widok darem przysłanych jej łupów...

Mechanicznie, nie myśląc prawie, co robi, zeszła po schodach w głąb i otwarła drzwi kaźni.

Awij wzniósł głowę. A ona, rozjarzywszy powoli i nie śpiesząc się zgoła wszystkie światła u stropu i po ścianach, bawić się poczęła w milczeniu różowymi perłami, przesypując je z dłoni do dłoni, aby blaski w nich grały tęczowe, i cieszyła się, że paznokcie jej palców podobny połysk mają i barwę. A potem nagle rzuciła kilka pereł na twarz potwora i zaśmiała się głośno, srebrzyście. Awij wtulił głowę w ramiona i śledził jej ruchy płonącymi oczyma. Ihezal zbliżyła się jeszcze więcej ku niemu.

— Czy poznajesz? — rzekła, pokazując mu ozdoby złote i kawałki tkanin przedziwnych, zza morza przez Zwycięzcę jej przysłanych.

Na ustach jej igrał uśmiech niewinny, prawie zalotny.