— Pójdźcie wszyscy! — zakrzyknął — nie ma niebezpieczeństwa.

Kobieta, spostrzegłszy wyskakujących nagle z zarośli ludzi, rzuciła się z przerażeniem do ucieczki, ale Mataret chwycił ją za rękaw...

— Nie bój się, przezacna! — zaśmiał się — oni ci nic złego nie zrobią!

Roda stał już przy nich.

— Co to jest? co to jest? — wołał.

Mataret patetycznym ruchem ręki wskazał trzęsącą się jeszcze ze strachu kobietę.

— Mam zaszczyt, mistrzu, przedstawić ci straż wozu Zwycięzcy! — rzekł.

Ale Roda się nie śmiał. Wściekłość jakaś się w nim zbudziła: czuł tylko, że go „znowu oszukano”, nie zdając sobie sprawy, że się cieszyć raczej powinien z tego zawodu, iż spotyka tutaj zamiast zbrojnej straży jedną tylko wylęknioną kobietę.

— Kto ty jesteś? — krzyknął zwracając się do niej.

— Nechem, panie...