— Ach tak! Choma... Więc co?

— Wiedzieliśmy zawsze, że jest wiekiem zdziecinniały, chociaż nie brak było ludzi, którzy częstokroć posłuch jego słowom dawali... Ale teraz obawiam się, czy szaleństwo jego nie przekroczyło dozwolonej prawem miary...

— Czy słuchają? — zapytał Elem wprost, odrzucając niecierpliwie wszelkie omówienia, jakich zwykle nawet w rozmowie ze swym zausznikiem używał.

— Dotychczas nie bardzo, ale mogą zacząć go słuchać pewnego dnia...

Elem zamyślił się.

— To nieprędko nastąpi! — rzekł po chwili, jakby do siebie.

— Nie wiem. Doniesiono mi właśnie, że Choma zjawił się między rybakami w okolicy Przesmyku: tam są ludzie ciemni, dzicy i nieokrzesani...

— Wielu z tych rybaków zaciągnęło się do szeregów Jereta — wtrącił arcykapłan.

— Tak, ale nie wszyscy. Ci, którzy pozostali w domach, słuchają teraz bluźnierstw zdziecinniałego starca. Wasza Wysokość wie, co on prawi...

Elem skinął głową w milczeniu.