przymkniętych rąk Bo były niegodne szczerego

złotego pola W poranioną ciszą porę

głuchnie uchwyt

zgrzyta przetrącony

win dojrzałością okalecza

niepokalane: chatkę baranka

dziecko

z dna chybionego formatu

za ucho którego nie ma

do rozchylonych ptasio ust