Ogieniaszku, płoń, płoń, płoń!

Złota iskro, chmury goń,

płoń dziurawcu, chmielu, różo,

młodym daj miłości dużo,

miłość, szczęście i zamęście,

ogieniaszku, rozpalże się!

Rozpalił się jasny płomień, wysoko strzelił pod niebo. Przyszli i chłopcy, każdy obok swojej dziewczyny siada, patrzą w płomienie.

Babulki swój koszyk z zapłatą zabrały i poszły sobie pomału i ostrożnie, żeby się jajka nie potłukły.

— Hej! — wołają chłopcy. — Północ już blisko, trzeba przecie iść szukać kwiatu paproci!

Tak się rozeszli parami, tylko Marysia nasza sama została przy dogasającym ognisku. Smutno jej, ale też i straszno. W krzakach coś tam szeleści, sowa pohukuje — nie wiadomo — może woła na Marysię, a może się z niej wyśmiewa?