— Ale przecież pracuję u ciebie… — mówi przerażony biedak.

— Nic twoja praca niewarta, a za dużo mi co dzień zabierasz! Zadłużyłeś się i nadszedł czas zapłaty! Musisz mi gospodarstwo oddać — mówi młynarz.

— A gdzie ja się mam podziać z całą rodziną?

— A to już mnie nic nie obchodzi. Twoje dzieciaki, twoje zmartwienie.

— No, zlituj się, daj mi jeszcze trochę czasu, choćby z pół roku, to jeszcze może gdzieś coś zarobię i dług ci oddam, nie wyrzucaj mnie tak zaraz.

— No, niech ci będzie — mówi młynarz — pół roku jeszcze poczekam, ale za pół roku już ma cię tu nie być.

Wrócił biedak do domu i o wszystkim żonie powiedział. Zmartwiła się żona, ale dzieciom nic nie mówi, a męża tak pociesza:

— Jakoś może przeżyjemy, może Bóg nam dopomoże, albo co. Idź na razie do lasu, drew na ogień przynieś.

Poszedł biedak do lasu, nazbierać chrustu i drewna. A tam kapliczka była z Jezusem Frasobliwym. Padł na kolana przed Jezusem i swoje żale przed nim wypłakał.

— Nie zamartwiaj się — mówi Pan Jezus. — Zajrzę do ciebie. Wracaj do domu.