— Żono, żono, chodźże tu! — woła przejęty. — Skąd to wszystko? Kto tu był?

— Tylko ten dziadek, mówiłam ci! Ale to na pewno sam Pan Jezus przyszedł pod jego postacią i on nam tak dopomógł!

— Dzięki ci za to, Panie Jezu! Teraz będę mógł młynarzowi dług zwrócić.

Odsypał biedak pół worka pieniędzy i do młynarza poszedł. Młynarz bardzo się zdziwił, ale pieniądze wziął i wypytuje:

— Cóż to się stało, żeś się tak nagle wzbogacił?

Biedak opowiedział mu, jak to modlił się przed kapliczką, jak odwiedził go dziadek stary i co z tego wynikło.

Aha, pomyślał chytry młynarz, to i ja tak zrobię. Jeśli on, biedak, za nędzną miskę zupy tyle dostał, to ja dziadka o wiele lepiej ugoszczę i jeszcze więcej dostanę.

Poszedł więc do kapliczki, uklęknął przed Jezusem frasobliwym i opowiada mu o swojej biedzie.

— Wracaj do domu — powiedział mu Jezus. — Ja tam przyjdę do ciebie.

Wrócił młynarz do siebie i wielką ucztę przygotował. Stół aż się ugina pod różnymi daniami: pachną kiełbasy i boczek pieczony, i żeberka, pieczywo najlepsze — długo by wyliczać. A młynarz siadł przy stole i na dziadka czeka.