— Tu urodziłem się i tu umrę, córeczko! A ty żyj własnym życiem.
Gdy tak sobie gawędzili czule. Macocha powiada do córki:
— Chodź, Zośka! Wody przynieść trzeba!
I poszły obie po wodę, a po drodze macocha córce tłumaczy:
— Musisz i ty, Zośka, na służbę do tego starucha pójść. Nie jesteś przecie głupsza od Hanki, niech on i ciebie bogaczką uczyni. Będziesz miała wszystko!
Zośka jeszcze coś tam marudziła, grymasiła, namyślała się, ale gdy tylko do cembrowiny podeszły, matka — łups ją w plecy! I do studni zepchnęła.
— Już ja wiem, co dla ciebie najlepsze! — zawołała.
I tak znalazła się Zośka w studni i na służbę poszła. A że była leniwa i kłótliwa i że w dodatku nikt nie płakał za nią, to po dziś dzień tam siedzi.
Nie wierzycie? No to stańcie nad tą studnią i zawołajcie ją:
— Zooośka! Zooośka!