zguba poprzez mroki kroczy

nad wyognione otchłanie.

FAUST

wchodzi na taras, w stronę pomorzą patrzący

Na blankach569 pieśń żałosna jęczy;

dźwięk pusty, głuchy, nierychliwy;

żali się strażnik. — I mnie dręczy

mój rozkaz niecierpliwy.

Niechajże lipy pożar zżerze,

niech padną w płomieni czerwoność —