Jak posągowe widmo stanęłaś, gromado!

Śmiertelne lęki cieniem na głowach się kładą:

dzień jutrzejszy już nie wasz! Wierę — nikt nie zmieni,

z ludzi widmom podobnych — słonecznych promieni

ochotnie na mrok nocy —; — na to nie ma rady,

nie umkniesz się i próżne ze śmiercią układy!

Śmiertelni wiedzą o tym i złorzeczą nędzy!

Tak! Zgubione jesteście! Trza kończyć co prędzej!

klaszcze w dłonie U drzwi zjawiają się postacie karle. W miarę dalszej mowy Forkiady — Mefistofelesa spełniają zwinnie, co należy.

Do mnie, pokurcze! Nocy zasmęcone śmiecie!