a to, co się zdobyło, nie zda się nam na nic.

Lecz dość! po cóż zatruwać poczuciem swej winy

darzące ukojeniem zachodu godziny!

Domy pod strażą sadów opromienia zorza —

znów dzień jeden odpływa w nieznane przestworza

na nowe życie! O, móc skrzydłami orlemi

lecieć za nim w bezmiary, za orbitę ziemi!

Oto widzę w marzeniu, podniesiony lotem,

całą ziemię oblaną promieni tych złotem —

ogniem płonące turnie69, ściszone doliny —