co ponad lat zasobkiem, nad popiołem zgliszczy

pięknem duchowej mocy jako gwiazda błyszczy.

Płyniesz, urocza zjawo, w przestwór słońcem złoty

i unosisz najlepszą część mojej istoty.

Wkracza but siedmiomilowy, za nim drugi. Zjawia się Mefistofeles, buty oddalają się poipiesznie.

MEFISTOFELES

To się nazywa jazda! W cwał!

Lecz cóż ty tutaj robisz

pośród urwistych nagich skał!

Do czegóż się sposobisz?