już gorzał pośród bierwion, szczap płomiennych smołą,

wałem żywego ognia spiętrzonych wokoło.

Ani Bóg, ani szatan, złe, ni dobre duchy

zratować go nie mogły! — Tyś strzaskał łańcuchy!

To było w Rzymie. Żyw jest!! Odtąd wdzięczność jego

nie gaśnie; myśli wierne kroków twoich strzegą.

Nie pamięta o sobie od onej godziny —

dla ciebie jeno gwiazdy bada i głębiny;

on, Sabińczyk, nam kazał nieść tobie pomoce,

wiernie stać przy twym boku. — Wielkie są gór moce;