aż w nocy ognie błysły krwawo,

nazajutrz wał się piętrzy tęgi.

Ofiary — straszne, któż policzy?!

nocami krzyki, wycia szału!

morzem w dal płynie błysk zwodniczy!

rano już wody lśnią kanału.

Bezbożnik! Boga nie ma w duszy!

pożąda naszej ojcowizny;

potęgą władzy swej się puszy

i chce nas zaprząc do pańszczyzny.