samo się życie do mnie śmiało,

drygały nogi — dalej w tan!

Aż starość — nie ma już sposobu —

„no tańczże bratku! ” — ze mnie drwi;

potknąłem się na grobu progu,

po cóż otwarte stały drzwi?!

FAUST

wychodzi z pałacu, śłepiec: o drzwi się trzyma

Jakaż rozkosz! Łopata o kilof podzwania;

dla mnie wre wielka praca; ziemia się wyłania,