Niech więc barbarzyństw rubaszności zgasną

wraz z czarnoksięską drogą nazbyt ciasną.

Niechaj i wreszcie z dobrymi cieniami

zły duch przepadnie w zapomnieniu głuchem,

z którym się chętnie młodość żeni snami,

co mi w zaraniu wrogiem był i druhem.

Żegnajmy wszystko, co już poza nami —

i na wschód słońca mocnym lećmy duchem.

Wszelkim wyprawom niech Muzy przewodzą,

miłość i przyjaźń niech nam życie słodzą.