Nie chciałabym z nim żyć pod jednym dachem!

ilekroć wchodzi, przejmuje mnie strachem:

zawsze z drwinami i zawsze zę złością,

a nigdy z sercem, prostotą, szczerością.

Spode łba patrzy jakoś chytrze, wrogo —

tacy pokochać nikogo nie mogą;

przeczuwam franta217 w nim i łgarza!

W twoich ramionach tak słonecznie

i tak swobodnie, i bezpiecznie —

jego obecność serce moje zmraża.