Wychodzi.

MAŁGORZATA

zmierza do domu

O, jakżem łatwo przewinienia

dziewczęce potępiała —

starczył mi drobiazg, ba, cień cienia,

skaza nieznaczna, mała,

już mnie raziło to, gniewało —

z wyśmiewem i pogardą

mówiłam: „grzesznaś” i szłam śmiało,