ileż ponurych nocy oto przy tym stole

szukałem w księgach prawdy w łudzącym mozole,

a ty, mój przyjacielu wierny — po cichutku

patrzałeś w moje oczy przygasłe od smutku.

Obym mógł w twoim świetle radosny, pogodny,

na szczytach gór oddychać wolny i swobodny,

nad przepaście z duchy wzlatać,

mgły na łąkach snuć i splatać

i zbyty nauk, pustej wiedzy —

poić się rosą przesrebrzonej miedzy.