aż zawisła nade mną jak żywe sklepienie;

raz po raz skwarny podmuch wiązania rozedrze,

lecz wraz się zrasta przestrzeń podobna katedrze;

olbrzymie ścian kwadraty, słupy, kolumnady,

a poprzez fajerwerków płomienne pokłady,

ujrzałem ludów mnogość; wzrok ich nie przeliczy —

szli przede mną w postawie kornej, hołdowniczej;

tu i tam — dworzan zastęp z pochodem się wiąże,

a ja stoję w płomieniach — salamandrów451 książę!

MEFISTOFELES