A, że mnie, panie, nie obwiniasz

— powiem — iż żyje w samotności,

brudny i czarny jak kominiarz

i żadnych nie przyjmuje gości;

on, delikatny jak panienka —

umorusany, wciąż w pośpiechu,

a owęglona jego ręka

wciąż przy ognisku, wciąż przy miechu.

Nos, uszy brudne, skrwione oczy,

wyniku zżera go tęsknota —