Jakże cudowne wydało mu się podobieństwo ich pisma! W portfelu bowiem przechowywał śliczną piosenkę napisaną przez hrabinę, a w okryciu znalazł bilecik, w którym z wielką a delikatną troskliwością dowiadywano się o zdrowie wuja.
Wilhelm był przekonany, że liścik ten pisała jego wybawicielka, że został on posłany z jednego pokoju do drugiego w gospodzie w czasie podróży i że został schowany do kieszeni przez wuja. Trzymał oba rękopisy jeden obok drugiego, a jeżeli mu się niegdyś tak bardzo podobały ozdobnie stawiane litery hrabiny, to w podobnych, ale swobodniejszych kreskach nieznajomej znajdował niewymownie ujmującą harmonię. Bilecik nie zawierał nic zgoła, a nawet same kreski zdawały się go wywyższać, jak poprzednio obecność piękności.
Popadł w marzycielską tęsknotę i jakże zgodna z jego uczuciami była pieśń, którą właśnie w tej chwili śpiewali Mignon i harfiarz, jako chwilowy duet, nadając jej najserdeczniejszy wyraz:
Ten tylko, co tęskni, zna
Głębię mych żali!
Sam, ach, bez radości dnia
Wzrok puszczam dalej,
W ową stronę patrzę ja,
Gdzieśmy się kochali.
Bo kto mnie kocha i zna,