— Nie spieraj się z nami! — zawołał jakiś głos. — Jesteś ocalony i na drodze do celu. Nie pożałujesz żadnego ze swoich głupstw i żadnego nie będziesz sobie życzyć na powrót, nie może spotkać człowieka los szczęśliwszy.
Zasłona się rozsunęła i w pokoju stanął stary król Danii w pełnej zbroi.
— Jestem duchem twego ojca — rzekł wizerunek — i odchodzę pocieszony, gdyż moje życzenia dla ciebie spełniły się lepiej, niż sam je rozumiałem. Na strome miejsca można wspiąć się jedynie okrężnymi drogami, na równinie proste drogi prowadzą z jednego miejsca na drugie. Bywaj zdrów i pamiętaj o mnie, używając tego, com ci przygotował.
Wrażenie Wilhelma było niesłychane, zdawało mu się, że słyszy głos swego ojca, a jednak to nie był on; obecność i wspomnienie pogrążyły go w stan największego oszołomienia.
Nie mógł długo rozmyślać, bo wszedł ksiądz i stanął za zielonym stołem.
— Podejdź pan! — zawołał do zdumionego przyjaciela.
Zbliżył się i wszedł na stopnie. Na kobiercu leżał mały zwitek.
— Oto pańskie świadectwo odbytego terminu — rzekł ksiądz. — Weź je pan do serca! Ma ważną treść.
Wilhelm wziął zwitek, otworzył go i czytał:
Świadectwo odbytego terminu