— Wyjdź no! — zawołał ksiądz.
Przybiegł czym prędzej, ojciec podbiegł do niego, wziął go w objęcia i przycisnął do serca.
— Tak jest, czuję to — zawołał — jesteś mój! Cóż za dar niebios mam do zawdzięczenia moim przyjaciołom! Skąd przychodzisz, moje dziecko, właśnie w tej chwili?
— Nie pytaj pan — powiedział ksiądz. — Niech ci się szczęści, młodzieńcze. Lata twojej nauki minęły; natura cię wyzwoliła.
Księga VIII
Rozdział pierwszy
Feliks poskoczył do ogrodu, Wilhelm poszedł za nim z zachwytem; najpiękniejszy poranek ukazywał wszystkie przedmioty w nowych powabach i Wilhelm rozkoszował się najweselszą chwilą. Feliks był świeży w tym wolnym i wspaniałym świecie, a jego ojciec niewiele więcej wiedział o przedmiotach, o które malec wielokrotnie i niestrudzenie wypytywał. Dołączyli w końcu do ogrodnika, który musiał wymieniać nazwy i opowiadać o zastosowaniach wielu roślin; Wilhelm patrzył na przyrodę za pośrednictwem nowego organu, a ciekawość dziecka, jego pragnienie wiedzy dopiero wtedy dały mu odczuć, jak małe zainteresowanie okazywał rzeczami zewnętrznymi, jak mało wiedział i umiał. W dniu tym, najmilszym w jego życiu, jego własne wykształcenie zdawało się dopiero rozpoczynać; poczuł konieczność uczenia się, kiedy został wezwany do nauczania.
Jarno i ksiądz już się nie pokazywali; wieczorem nadeszli i przyprowadzili ze sobą jakiegoś nieznajomego. Wilhelm spotkał się z nim ze zdziwieniem, nie dowierzając własnym oczom: był to Werner, który także chwilę się zawahał, zanim go poznał. Obaj uściskali się najczulej i nie mogli ukryć, iż zastali się nawzajem zmienieni. Werner twierdził, że jego przyjaciel stał się wyższy, silniejszy, smuklejszy, bardziej ukształcony w charakterze i przyjemniejszy w obejściu.
— Nie dostrzegam tylko jego dawniejszej szczerości — dodał.
— I ona się ukaże, kiedy się otrząśniemy z pierwszego zdziwienia — rzekł Wilhelm.