Z postaci nakreślonych w Wilhelmie Meistrze zasługuje przede wszystkim na uwagę sam bohater, a potem Filina i Mignon.
Wilhelm to nie istota energiczna, dzielna, twórcza, lecz bierna, lubiąca rozmyślać, łatwo poddająca się wpływom. Rzeczy dziejące się około niego i z nim są to właśnie potęgi czynne; on sam zaś przyjmuje tylko wrażenia i dozwala im działać na siebie. Zdolność atoli do rozwinięcia w sobie wszystkich sił całkowitej natury ludzkiej, czyli, jak się wyraża Goethe, zdolność „przeczuwania świata całego” (Vorempfindung der ganzen Welt) pracuje w nim nieustannie i zmusza go, by przeczucie to zamieniał na jasne poznanie i urzeczywistniał w życiu. Stąd to pochodzi szerokość i swoboda poglądów, powolne zdobywanie coraz to pełniejszego i wszechstronniejszego wyobrażenia o wszechświecie, połączone w jednej osobistości. Skłonność Wilhelma do refleksji — powiada Schiller — wśród najszybszego nawet pochodu akcji zmusza ciągle czytelnika do patrzenia naprzód i poza siebie i do rozmyślania nad wszystkimi zdarzeniami. Skupia on w sobie niejako znaczenie, treść wewnętrzną, ducha wszystkich otaczających rzeczy, przemienia niejasne poczucie na przejrzyste pojęcie, a rozwijając tym sposobem własny swój charakter, rozwija zarazem wybornie założenie całości. W nim przebywa czysty obraz człowieczeństwa, z którym porównywa on każde zjawisko zewnętrzne; a jak z jednej strony doświadczenie prostuje i określa jego chwiejne poglądy, tak z drugiej ów obraz idealny, owo poczucie wewnętrzne staje się dopełnieniem doświadczenia. Wilhelm jest w części znacznej samym Goethem.
Co do Filiny i Mignon nie wiemy wcale, z jakich wzorów rzeczywistych są wzięte.
Filina jest to realistycznie przedstawiona niespokojna, ruchliwa kokietka, której nikt oprzeć się nie może. Zimna z natury, kocha tylko pozornie, na moralność wcale nie zwraca uwagi, ale do żadnej silnej namiętności zdolną nie jest; toteż choć w najswobodniejszym zostaje do Wilhelma stosunku, chociaż daje mu tysiąc sposobności posunięcia się za daleko, pozostawia go zawsze chłodnym. Za radą Schillera zepsuł Goethe charakter ten jedną niewłaściwą trochę sceną, w której każe Filinie zakradać się do mieszkania bohatera romansu; jest to rys dodatkowy, będący w niezgodzie niejakiej z poprzednią charakterystyką Filiny.
Mignon, to dziecię zrodzone na południu, przez los poniewierane, marzące i namiętne, odmalował poeta tak rzewnie i tak porywająco, że jej zapomnieć niepodobna. Dziecię, siłą demoniczną do swego obrońcy przywiązane, czuje nagle, że dzieckiem być przestało. Jako dziecię jeszcze przemyka się nocą do Wilhelma, chce się jak pies u nóg pana swego położyć, wdziera się niezrozumiana do jego serca, a kiedy się oddaje nagle obudzonej namiętności, równocześnie istota jej podpada unicestwieniu; trawi się odtąd w sobie, a śmierć, opisana z przenikającą prawdą, przybywa wkrótce, by ją przenieść w kraj cieni. Kiedy Marianna, będąca bohaterką pierwotnego, nowelistycznego zarysu Wilhelma Meistra, usunęła się na stronę, Mignon stała się osobistością, dla której poświęcony został cały utwór. Jest to kreacja prawdziwej poezji romantycznej: zamknięta w sobie duchowość, znająca prawie samą tylko elementarną mowę gestów i śpiewu przy dźwięku muzyki; tęsknota niewysłowiona, boleść bezgraniczna, dziwaczność i zagadkowość — oto jej cechy najogólniejsze. Gdy jednakże poznamy jej przeszłość, gdy się w jej naturalne usposobienie uważniej wpatrzymy, to dziwaczność i zagadkowość znika, a zjawia się natomiast psychiczna konieczność.
Jedną ze stron wielce ganionych wśród ogółu czytelników Lat nauki jest to, że Goethe nazywał tu i przedstawiał rzeczy bez najmniejszego ubarwienia i bez żadnych muślinowych obsłonek. Już Schiller zauważył, że tego przedrwiwania ludzi nie darują czytelnicy poecie, gdyż wiedząc, że tak się istotnie dzieje na świecie, nie chcą, żeby to wypowiedziano jasno i bez ogródek. Dzisiaj naturalizm przyzwyczaił nas do mniej jeszcze osłoniętych obrazów, przy tym u Goethego uduchowienie góruje zawsze nad zmysłowością.
Jak w łańcuchu gór — wedle wyrażenia Grimma — na rozmaitych jego wysokościach może się rozwijać roślinność stref różnych, tak w Latach nauki odnajdujemy próby stylu ze wszystkich epok Goethego. Z początku opowiada poeta najżywszą frankfurcką jeszcze dykcją, przechodzi potem w prozę pierwszego weimarskiego dziesięciolecia, a kończy schematycznie nakreślonym, jakby dla pozbycia się jedynie dodanym finałem, który co do języka i kompozycji nie przedstawia ani linii, ani barw, lecz tylko zarys szkicowy. Rozpoczyna się romans jak ściśle zbita nowela, szybko ku rozwiązaniu zmierzająca, tkany jest następnie z coraz rzadszego materiału; poeta upuszcza coraz więcej nici, a nowe natomiast przybiera, poprzestaje wreszcie na zagadkowo niemal pośpiesznym sprawozdaniu, w którym wypadków jest dużo, ale uczucia, usposobienia, poglądy i charaktery osób nie przedstawiają się dostatecznie jasno i plastycznie.
II
Pierwszą pobudkę do uzupełnienia Lat nauki Wilhelma Meistra dał Goethemu Schiller. W liście z 9 lipca 1796, wyraziwszy zdziwienie, że Wilhelm w wieku filozoficznym kończy wykształcenie bez pomocy filozofii, żądał, ażeby poeta jaśniej i dobitniej zaakcentował, że bohater wskutek swej dojrzałości estetycznej stał się już dostatecznym realistą, ażeby nie potrzebować filozofii. Goethe odpowiedział, że żądanie takie wymaga właściwie dalszego ciągu dzieła, do czego ma istotnie pomysł i ochotę; tymczasowo zaś pewne niedomówienia miały zapowiedzieć, że postacie z Lat nauki może w przyszłości ukażą się jeszcze na widowni.
Nie wiadomo, jak daleko plan ten rozsnuł się naówczas: omawiali go przyjaciele ustnie. Zrazu zamierzał zapewne poeta napisać tylko szereg opowiadań, mających na celu wykazanie obowiązku wyrzeczenia się, tj. obowiązku rozwagi i miary moralnej jako kamienia węgielnego w wykształceniu charakteru. Wilhelm, wędrując, miał brać udział kiedy niekiedy w tym zamęcie obyczajowym i dopomagać do jego rozjaśnienia i uspokojenia. Taki był początek owych nowel, pisanych w różnych czasach, a stanowiących główną część składową Lat wędrówki. Powoli wszakże myśl zasadnicza rozszerzała się i pogłębiała. Poeta nie poprzestaje już tylko na świecie wewnętrznym, lecz coraz baczniejszą zwraca uwagę na objawy życia czynnego, publicznego. Zwrot ten następuje dopiero po upadku Napoleona, po zaprowadzeniu pokoju. Wokoło ucisk nikczemnej polityki restauracyjnej18: był to pokój bez szczęścia, bez wolności, bez dobrobytu. Wśród wykształconych powstaje opozycja, wśród mas ludowych biedniejszych — straszliwie wzmagające się wychodźstwo. Przy tym huczy groźna walka nowych stosunków gospodarczych i społecznych, spór przemysłu i feudalizmu, starcie się maszyn z rękodziełami. Rozumiano uprawnienie i niezbędność nowego prądu, lecz nie umiano sobie zdać jasno sprawy z tego, czy powstające dopiero rzeczy lepsze będą od ginących. Goethe, lubo się od polityki bieżącej usuwał, zanadto bystry miał umysł, ażeby go to wszystko zajmować nie miało. Palącym zagadnieniom chwili przygląda się uważnie i nie lękając się najśmielszych nawet wywodów, szuka nowych podstaw przyszłego bytu państwowego i społecznego. Dnia 19 czerwca 1818 r. pisze do Voigta19, że się grzebie w całej masie pism i dzieł o stosunkach Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, że warto się zagłębić w ten świat wciąż rosnący. Te świeżo przypływające wrażenia i myśli tym łatwiej dawały się obrobić dla Lat wędrówki, iż w ostatniej księdze Lat nauki poruszono już gospodarcze nadzieje i utrapienia. Niepostrzeżenie około zamierzonego cyklu nowel oplótł się romans polityczny, który na zawsze pamiętnym będzie świadectwem, jak ten wielki poeta w wieku, kiedy inni zazwyczaj kostnieją lub też monotonnie się powtarzają, wciąż się kształcił, wciąż wzrastał.