Zaledwie się mogę wstrzymać, by nie poskoczyć, pobiec do Ciebie, wymusić Twoje zezwolenie i choćby jutro rano podążyć w świat daleki ku memu celowi. Nie! Trzeba się przezwyciężyć! Nie chcę nierozważnie czynić głupich, zuchwałych kroków, utworzyłem sobie plan i wykonam go spokojnie.
Znam się z dyrektorem Serlo; wprost do niego skieruję swą podróż; przed rokiem nieraz życzył swoim ludziom trochę mojej żywości i zamiłowania do teatru, z pewnością chętnie mnie przyjmie; w waszej bowiem trupie z więcej niż jednego powodu nie chciałbym występować, zresztą Serlo gra daleko tak stąd, że od razu skryć mogę swój postępek. Znajdę tam natychmiast znośne utrzymanie, rozejrzę się wśród publiczności, poznam towarzystwo aktorskie i zabiorę Cię.
Marianno, widzisz, do czego jestem zdolny, aby Cię posiadać na pewno, bo nie widzieć Cię tak długo, zostawić Cię na szerokim świecie – nie potrafię nawet sobie tego wyobrazić z całą żywością. Lecz gdy następnie pomyślę o Twojej miłości, która mnie przed wszystkim ubezpiecza, gdy nie pogardzisz moją prośbą, zanim się rozstaniemy, i podasz mi rękę swoją wobec księdza, odjadę spokojny. Między nami to tylko formalność, ale formalność tak piękna: błogosławieństwo nieba dodane do błogosławieństwa ziemi. W sąsiedztwie, w dobrach szlacheckich, odbywa się to łatwo i w tajemnicy.
Na początek mam dosyć pieniędzy: podzielimy się, wystarczy dla nas obojga; zanim się to zje, niebo dopomoże.
Tak, najdroższa, nie jest mi wcale straszno. Co się rozpoczyna z taką radością, musi mieć szczęśliwy koniec. Nigdy nie wątpiłem, że jeśli ktoś chce na serio, to może znaleźć powodzenie w świecie, a ja czuję dosyć odwagi, by zdobyć należyte utrzymanie dla dwojga, nawet dla więcej. Świat jest niewdzięczny, powiada wielu; nie przekonałem się jeszcze, iż jest niewdzięczny, jeżeli się coś umie zrobić dla niego w sposób właściwy. Cała dusza mi płonie na myśl, że raz wreszcie wystąpię i wypowiem ludziom do serca to, co już od tak dawna pragną usłyszeć. Nie przeczę, mnie, com tak zapalony do wspaniałości teatru, tysiąckrotnie strach w duszy zdejmował, gdym widział, jak najlichsi wyobrażali sobie, iż potrafią powiedzieć do serca wielkie, wyborne słowo! Dźwięk wymuszony przez fistułę48 brzmi daleko lepiej i czyściej; rzecz to nie do zniesienia, jak ci jegomoście grzeszą w swej grubej nieudolności.
Teatr miał nieraz spór z kazalnicą; nie powinny one moim zdaniem wadzić się z sobą. Jakże bardzo należałoby sobie życzyć, żeby w obu miejscach tylko szlachetni ludzie wysławiali Boga i naturę! To nie marzenie senne, moja najdroższa! Jak przy sercu Twoim mogłem uczuć, że jesteś pełna miłości, tak chwytam również myśl świetną i powiadam — nie chcę tego twierdzić, ale chcę mieć nadzieję, że kiedyś ukażemy się ludziom jako para dobrych duchów, by otworzyć ich serca, ich rozruszać umysły i zgotować im niebiańskie rozkosze, tak jak mnie na Twoim łonie dane były radości, które muszą być nazwane niebiańskimi, gdyż w chwilach owych czuliśmy się wyrwani z siebie samych i wyniesieni ponad niebo.
Nie mogę skończyć — powiedziałem już za wiele — gdyż ruchu koła, które się w sercu moim obraca, żadne słowa wyrazić nie potrafią.
Bądź co bądź, przyjmij ten list, moja droga! Odczytałem go znowu i sądzę, że powinienem zacząć od początku, ale przecież zawiera on wszystko, co potrzebujesz wiedzieć, co będzie dla ciebie przygotowaniem, jeżeli niebawem wrócę na Twoje łono z wesołością słodkiego kochania. Wydaję się sam sobie jak więzień, który nasłuchując w zamknięciu, odpiłowuje swe kajdany. Mówię dobranoc rodzicom moim, śpiącym bezpiecznie! Bądź zdrowa, ukochana! Bądź zdrowa! Na ten raz kończę, oczy mi dwakroć czy trzykroć opadły, już bardzo późno w nocy.
Rozdział siedemnasty
Jeszcze się dzień nie skończył, a Wilhelm już pragnął pójść do Marianny ze swym listem pięknie złożonym w kieszeni i zaledwie zapadł zmierzch, podążył wbrew swemu przyzwyczajeniu do jej mieszkania. Plan jego był taki: umówić się na noc, opuścić ukochaną na krótki czas, przed odejściem wcisnąć jej w rękę list, a po powrocie głęboką nocą otrzymać albo siłą pieszczot wymusić jej odpowiedź, jej przyzwolenie. Wpadł w jej objęcia i zaledwie mógł dojść do siebie na jej łonie. Żywość jego uczuć nie pozwalała mu z początku dojrzeć, że kochanka nie odpowiada mu serdecznie jak dawniej; nie mogła ona jednak na długo ukryć swego trwożnego stanu; wymawiała się chorobą, niedyspozycją, skarżyła się na ból głowy, nie chciała przystać na propozycję, iż powróci jeszcze dziś w nocy. Nie przeczuwał niczego złego, nie nastawał na nią dłużej, czuł jednak, że to nie była stosowna pora, by wręczyć jej list. Zatrzymał go przy sobie, a ponieważ różne jej gesty i słowa zmuszały w grzeczny sposób do odejścia, pochwycił w upojeniu niezadowolonej miłości jedną z jej chusteczek na szyję, włożył ją do kieszeni i wbrew woli opuścił jej usta i jej drzwi. Przemknął się do domu, ale i tu nie mógł długo pozostać, przebrał się i znów szukał świeżego powietrza.